Dotknij mnie
Czy rzeczywiście po malarstwie przyszedł czas na rzeźbę, a prognozy prasowe po ubiegłorocznym Art Forum w Berlinie sprawdzą się? Czy jej dominująca pozycja nie była jednorazowym epizodem, a zainteresowanie nią na wystawach, targach i wśród kolekcjonerów rzeczywiście będzie rosło? Tego typu rozważania zawsze prowadzą mnie do refleksji nad polską rzeźbą i wtedy mam ochotę zapytać: kiedy rzeźba w Polsce zacznie podejmować ważne kwestie społeczne, a nie męczyć odwieczne “egzystencjalizmy” kondycji człowieka, kiedy znikną z prestiżowych wystaw konwencjonalne brązy i skończy się myślenie kategoriami pomnika na postumencie? Nie mam wątpliwości, że to kobietom zawdzięczamy międzynarodową sławę polskiej współczesnej rzeźby i szkoda, że tak rzadko poszukiwania Aliny Szapocznikow, Marii Pinińskiej-Bereś i Magdaleny Abakanowicz, są kontynuowane przez przedstawicielki młodego pokolenia.
Śledząc kolejne projekty Iwony Demko, okazuje się, że można połączyć tradycyjne myślenie o “warsztacie” z problematyką jak najbardziej aktualną. Artystka począwszy od pracy dyplomowej postanowiła robić rzeźby, które oddawałyby istotę koloru różowego. Tak więc wartość malarską, uczyniła punktem wyjścia w opracowaniu formy. W “Przytulankach” naturalistycznie cielista, śluzówkowa barwa nabiera kształtu miękkiej, obłej, organicznej materii. Iwona Demko koncentruje się na intymnych strefach kobiecego ciała i wykadrowuje ich poszczególne fragmenty. Pośladkom i detalom waginalnym nadaje monstrualną skalę, wcześniej poddaje je abstrakcyjnym uproszczeniom. Tytuły zapraszają do intymnych zbliżeń: “Dotknij mnie”, “Przytul...”, “Kołysz...”, “Obejmij...”, ukierunkowują naszą percepcję na doznania dotykowe i “poczucie” rzeźby. Artystka twierdzi, że nie ogląd wizualny, ale przede wszystkim haptyczny, likwidujący dystans między widzem i obiektem jest właściwy dla jej prac. Dla mężczyzn to niebezpieczne pułapki, w które wpadają podążając za instrukcjami autorki. “Przytulanki” kuszą swą delikatnością, cukierkową przytulnością, pozwalają na sobie usiąść i dają się zdominować, ale w chwili interakcji zmieniają skalę męskiej “podmiotowości”. W świecie półtorametrowych łechtaczek “zminiaturyzowanym” mężczyznom trudno zachować patriarchalne i fallocentryczne stanowisko. Artystka w tym jednym momencie przewartościowuje tradycyjne hierarchie dominacji. Jednocześnie przełamuje stereotypowy obraz kobiecej seksualności, a także tradycyjne zasady jej percepcji.
W pokoju “Jasia i Małgosi” (tu nasuwa się pytanie: po co artystka powiela schemat tytułu z dominującym Jasiem, dlaczego nie Małgosia i Jaś?), w pierwszym odruchu czujemy się jak wśród sexshopowych akcesoriów. Małgorzata – gigantyczna lalka-fantom mruga czerwonymi żarówkami w sutkach, a na jej łonie spoczywa maleńki Jaś. W tym kontekście aura czerwonego światła kojarzyć się może jednoznacznie, ale może to również ostrzeżenie. Tuż pod stopami “królowej-matki” i doczepionego“trutnia” uwijają się, jak w ulu małe pracowite laleczki-Małgosie przysposabiające Janów – istoty leniwe i nieprzydatne, do banalnych czynności domowych. Zestaw absurdalnych ćwiczeń nie napawa nadzieją na resocjalizację do życia w związku. Tu proporcje postaci wyraźnie wskazują na chęć ustanowienia nowego – matriarchalnego porządku, tak doskonale funkcjonującego w świecie przyrody. Film “Jaś i Małgosia - bajka wzięta z życia” powstał wtórnie względem projektu, by wyjaśnić i uzasadnić aktywność poszczególnych grup. Jest to prozaiczne love-story toczące się w kiczowatej scenerii, jak z telenoweli. Choć treść jest dowcipna i pełna zabawnych metafor oraz zwrotów akcji, to wydaje mi się raczej niekoniecznym elementem całej realizacji. Projekt miałby więcej subtelnych niedopowiedzeń, a tak jest zbyt dosłownie i prosto dydaktyczny.
“Uwikłani” to kontrpropozycja dla “rzeźbiarskich egzystencjalizmów”. Są to welurowe kule, złożone z poprzeplatanych szmacianych postaci kobiet i mężczyzn. “Powiązane są – jak opowiada artystka - zależnościami, które nie są wygodne, są męczące i z których wydaje się nie ma wyjścia. Rozplątanie tego „guza” wydaje się niemożliwe…”. Dowolne wikłanie postaci autorka pozostawia widzom.
W realizacjach Iwony Demko kobieca jest tematyka, ale również technologia. Wszystkie obiekty powlekane są różowym polarem, artystka sygnuje je wszywając metki, na których obok nazwiska i tytułu umieszcza przepis prania. Przed każdą wystawą wymagają czyszczenia i szczotkowania. Choć gąbka umożliwia zrobienie dużej formy bez użycia męskiej tężyzny, to użycie męskich narzędzi np. szlifierki kątowej zaopatrzonej w tarczę łańcuchową jest konieczne. “Kształt trzeba było wyprowadzać bardzo delikatnie - opowiada artystka - gdyż łatwo było go zniszczyć, przez zbyt mocne przyłożenie szlifierki do gąbki. Była to więc praca typowo kobieca :-)”.
Agata Sulikowska-Dejena
(tekst opublikowany w miesięczniku Arteon nr 4/2007)
Iwona Demko
Iwona Demko urodziła się w Sanoku w 1974 roku. W latach 1989–1994 uczęszczała do PLSP w Krośnie. Studiowała na Wydziale Rzeźby ASP w Krakowie, w pracowni m.in. Stefana Borzęckiego i m.in. Jerzego Nowakowskiego w latach 1996–2001. Dyplom realizowała w pracowni m.in. Jerzego Nowakowskiego w roku 2001. Uprawia rzeźbę, rysunek, serigrafię.
www.iwonademko.art.pl
Stypendia:
2002 – stypendium Twórcze Miasta Krakowa w dziedzinie rzeźby
2001 – stypendium w Ecole des Beaux-Arts et des Arts Appliques w Tuluzie, Francja
Nagrody:
2001 – nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za projekt rzeźby AD ASTRA
2001 – nagroda Rotary Club Kraków–Wawel przyznana za pracę dyplomową
Wystawy indywidualne:
2006 - Centrum Rzeźby Polskiej - Orońsko
2005 – Gal. Schody, Warszawa
2004 – Gal. Burzym & Wolff, Kraków
2002 – Gal. Kersten, Kraków
Wystawy zbiorowe:
2006 - Międzynarodowe Triennale Rzeźby, Poznań
2005 – Silkeborg, Dania
2005 – Gal. Labirynt; przytulanki, Kraków; Ambasada RP, Kopenhaga (Dania); Instytut Polski, Sztokholm (Szwecja);
2004 – Gal. Labirynt, Kraków;
2004 – Międzynarodowe Triennale Tkaniny, Gal. Sztuki Patio, Łódź;
2004 – Międzynarodowe Targi Sztuki Sthlm M.in. Fair, Sztokholm, Szwecja;
2003 – Silkeborg, Dania;
2001 – Dyplom ASP 2001, Pałac Sztuki, Kraków;